Mróweczki

 

Lubię mrówki.
 
Podziwiam ich pracowitość, społeczność, wzajemną troskę o członków stada i współpracę. Cenię rolę, jaką pełnią w środowisku.
Pod warunkiem, że jest to środowisko "zewnętrzne", nie domowe.

W domu moja cierpliwość się kończy, a akceptacja idzie się paść, zaś moje ukochanie czystych podłóg dostaje lekkiego pierdolca.

Kilka dni temu zauważyłam tajemnicze odstawanie listwy łączącej podłogę ze ścianą. Jakby nagle podłoga opadła. Ze szczeliny wysypywała się dużą ilość pyłu i trocinek. Odkurzyłam, posprzątałam. Trocinki pojawiły się znowu. Ki diabeł?

Tajemnica wyjaśniła się dzisiaj. Lekko podkurzona postanowiłam odsunąć lodówkę. Łatwo nie było, bo wybraliśmy największy model, jaki tylko był dostępny w sklepach, ponieważ jestem chomik i zapasy muszę mieć...

Za lodówką objawiło się mrowisko. Sterta trocin, piasku ze ścian i resztek. Trafił mnie szlaczek. A nawet szlag. Wielki, konkretny, aż dym mi uszami ze złości poleciał. Te małe podstępne cholery wędrowały pod listwami, dlatego nie było ich widać. Narobiły szkód na - tak podejrzewam - sporą kwotę, bo łączenie jest zniszczone na długości kilku metrów, a w ścianie pewnie mają wiele korytarzy. Po resztkach widać, że okradały psią miskę przez całe miesiące (że też Bazyli The Dog pozwolił i nie lamentował?), a w gratisie dostały jeszcze kartofla, którego Król KitKat Pierwszy ukradł z warzywnego wiaderka i w zabawie władował za lodówkę. Chyba kartofla, bo to kostropate coś jest ciężkie do rozpoznania...
Czeka mnie teraz walka z najeźdźcami, zamiast niedzielnego odpoczynku z drutami w łapkach.

Życzcie mi powodzenia


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zaczynamy Edukację Domową

Pomoce naukowe w edukacji domowej